Dopadło mnie. Siłą zaciągnęło przed swoje oblicze i zamknęło drzwi ewakuacyjne, zostawiając mnie na swoją pastwę. Pozwoliło, żebym zaczęła się uśmiechać, ale tylko przelotnie przez smutek. Jakby znęcało się nad niewolnikiem pozwalając mu czasem ujrzeć wschód słońca z przyjacielem. Dawało chwilę radości, ale i zabierało szczęście chwilę później. Zdążyłam już to znienawidzić tak mocno, że zdolna jestem z niego zrezygnować. Poczułam dzisiaj coś niewyobrażalnie pięknego. Boję się, że zapomnę ten smak już jutro rano, albo przerodzi się to w swego rodzaju obsesje. Boję się, że zniszczę to jeszcze w zarodku, a czuję się tak dobrze, że nie podarowałabym sobie czegoś takiego. Zdarza mi się to pierwszy raz i nie za bardzo wiem jak powinnam się zachowywać. Raczej piszę tu o wszystkim, więc powiem o co mi chodzi: chyba poczułam coś na wzór zakochania i wcale nie jestem z tego zadowolona.
wtorek, 1 kwietnia 2014
Patetycznie
Jestem introwertykiem.
Dopadło mnie. Siłą zaciągnęło przed swoje oblicze i zamknęło drzwi ewakuacyjne, zostawiając mnie na swoją pastwę. Pozwoliło, żebym zaczęła się uśmiechać, ale tylko przelotnie przez smutek. Jakby znęcało się nad niewolnikiem pozwalając mu czasem ujrzeć wschód słońca z przyjacielem. Dawało chwilę radości, ale i zabierało szczęście chwilę później. Zdążyłam już to znienawidzić tak mocno, że zdolna jestem z niego zrezygnować. Poczułam dzisiaj coś niewyobrażalnie pięknego. Boję się, że zapomnę ten smak już jutro rano, albo przerodzi się to w swego rodzaju obsesje. Boję się, że zniszczę to jeszcze w zarodku, a czuję się tak dobrze, że nie podarowałabym sobie czegoś takiego. Zdarza mi się to pierwszy raz i nie za bardzo wiem jak powinnam się zachowywać. Raczej piszę tu o wszystkim, więc powiem o co mi chodzi: chyba poczułam coś na wzór zakochania i wcale nie jestem z tego zadowolona.
Dopadło mnie. Siłą zaciągnęło przed swoje oblicze i zamknęło drzwi ewakuacyjne, zostawiając mnie na swoją pastwę. Pozwoliło, żebym zaczęła się uśmiechać, ale tylko przelotnie przez smutek. Jakby znęcało się nad niewolnikiem pozwalając mu czasem ujrzeć wschód słońca z przyjacielem. Dawało chwilę radości, ale i zabierało szczęście chwilę później. Zdążyłam już to znienawidzić tak mocno, że zdolna jestem z niego zrezygnować. Poczułam dzisiaj coś niewyobrażalnie pięknego. Boję się, że zapomnę ten smak już jutro rano, albo przerodzi się to w swego rodzaju obsesje. Boję się, że zniszczę to jeszcze w zarodku, a czuję się tak dobrze, że nie podarowałabym sobie czegoś takiego. Zdarza mi się to pierwszy raz i nie za bardzo wiem jak powinnam się zachowywać. Raczej piszę tu o wszystkim, więc powiem o co mi chodzi: chyba poczułam coś na wzór zakochania i wcale nie jestem z tego zadowolona.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Na początku pomyślałam, że zaczęłaś pisać wiersze. :D Cóż, strzała amora każdego dopadnie, wcześniej czy później, ale nie zawsze łatwo jest z nia chodzić w tyłku. Wierzę, że dasz sobie z tym radę. :)
OdpowiedzUsuń