niedziela, 13 kwietnia 2014

Coś się kończy

Jestem introwertykiem.
Zostało mi dwa i pół miesiąca gimbusiarstwa. I wiecie czego najbardziej żałuję? Tego, że zawsze miałam w głowie jakiś hamulec. Wstydziłam się tego jak wyglądam i przez to unikałam klasowych spotkań, ciągle oglądałam się na innych, nie chciałam poznać bliżej osób wokół mnie. I właśnie to boli mnie najbardziej. Że przez tyle dni siedziałam w ławce z kimś kogo nie chciałam poznać. A teraz, gdy zostało tak niewiele czasu, marzę, żeby gimnazjum trwało jeszcze kilka lat. W tym roku zaczęłam zwracać uwagę na detale: że mój kolega z chemii kocha mangę i anime, że brunetka siedząca za mną lubi tą samą muzykę, że najprzystojniejszy chłopak w klasie ma w portfelu zdjęcie kota, że trzy ławki przede mną siedzą zapalone fanki Gry o Tron, że kilka metrów dzieli mnie od najpiękniejszego męskiego uśmiechu i że jest wśród nas ateista.
Wytworzyła się między nami wszystkimi coś na wzór pokrewieństwa. Jakbyśmy czuli się rodzeństwem, dość niepodobnym fizycznie, ale takim, które oddałoby za siebie kilka piątek z biologii. Kocham ich wszystkich na swój sposób, każdego z osobna. I pomyśleć, że za dwa i pół miesiąca, ta magiczna nitka, łącząca nas w jedność, zerwie się razem z zakończeniem roku. Ruszymy w swoją stronę i nie będziemy oglądać się na gimnazjalne przyjaźnie. Zapomnimy o wszystkich pięknych chwilach i tym, o czym tak właściwie były nasze rozmowy. Umkną mi te wszystkie detale i nawet nie zdołam przypomnieć sobie jak wyglądał ten kot z portfela. Żałuję, że nie poznałam ich wszystkich lepiej. Że przeminą tak, jak przemijają dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz