wtorek, 25 marca 2014

Bezsilnie

Jestem introwertykiem. Tydzień zupełnie mi się rozsypał. Wszystkie zaległości i aktualne sprawdziany wypadły właśnie teraz, kiedy tak bardzo nie układa się w domu. Czuję się tak okropnie bezsilna i samotna, że nie jestem w stanie myśleć racjonalnie. Kolejne dwóje i jedynki wpadają do dziennika i znów pojawiają się kolejne rzeczy do poprawienia. A wiecie co jest w tym najgorsze? Że siedzę przy książkach dwa razy dłużej niż w poprzedniej klasie. Wracam ze szkoły muzycznej około 18 i pierwsze co robię to otwieram podręczniki. Ślęczę nad nimi do 22, a poźniej padam na łóżko i wstaje dopiero rano. I nie ważne ile wypruwałabym z siebie energii i ile czasu poświęcałabym na naukę, mam coraz gorsze oceny. To strasznie boli, bo tak bardzo się staram. Zwolniłam się dzisiaj wcześniej ze szkoły i zamknęłam tam, gdzie czuję się najbezpieczniej: w szkole muzycznej. Powinnam wrócić do szkoły na pozalekcyjną poprawę z matematyki, ale nie czuję się najlepiej. Nie wiem czy dzisiaj stąd wyjdę. Totalne dno.

wtorek, 18 marca 2014

Dziękuję

Jestem introwertykiem. Dni mijają zdecydowanie za szybko. Rzeczy, które muszę zrobić nawarstwiły się, a wręcz mnożą się z każdą minutą. Z sekundy na sekundę czuję coraz większą presję obowiązków. Powiem wam jednak, że dzięki tym postom jestem w stanie wszystkiemu sprostać i stawić czoło najgroźniejszym ludziom. Apeluję: jeśli jesteś w totalnej rozsypcę, albo jej bliski i nie masz w swoim życiu żadnej osoby, która nie odznacza się egoistycznym charakterem to po prostu pisz do siebie. Na blogu, w pamiętniku, czy w zwykłym notesie. Nada się wszystko co przyjmie twoje wyznania bez zbędnych komentarzy i ocen. Obiektywna subiektywność, czyli zdolność spojrzenia na siebie z innej perspektywy. I nie, takiego połączenia jak ,,obiektywna subiektywność“ nie spotkacie nigdzie indziej. Tworzę własny język. Post o niczym, czyli właściwie oddaje sens bloga (introwertycznie-o-niczym.blogspot). Mam nadzieję, że dam radę napisać niedługo coś dłuższego. Hania, dziękuję.

środa, 5 marca 2014

Co się dzieje?

Jestem introwertykiem.
Jest mi o wiele lepiej. Nie czuję się już w milionach odłamków, a moje myśli owszem, krążą ciągle wśród nauki i dalszych planów, ale jest to raczej coś na kształt motywacji. Od rana nie włączałam telewizora, a komputer służy mi do pisania tego i słuchania muzyki. Nie jestem nawet na filmwebie, na którym potrafię spędzić kilka godzin. Siedzę sobie i robię notatki ze starożytnej Grecji. Niby powtórzenie do egzaminu, ale sądząc, że jestem na czasach przed naszą erą, to powtórka skończy się gdzieś przy chrzcie Polski. Ale nie mogę narzekać. Lepsze to niż kolejny odcinek Zbuntowanego Anioła (tak, naprawdę to oglądam). Sama się dziwię, że jestem taka zmotywowana.
Wyszło na to, że zamiast blogować raz na rok o jakimś filmie, zespole, o tym co zjadłam wczoraj na kolację (nawet nie mam w planie takiego posiłku) zaczęłam pisać tu o swojej zagmatwanej osobowości. Jeśli czytał ktoś z was poprzedniego posta to wie o czym mówię. Czuję się lżejsza o kilka kilogramów, czego niestety nie widać na wadzę. Chyba stałam się swoim własnym terapeutą, a może blogger ma jakieś nadprzyrodzone moce (wysoce prawdopodobne, bo czasem poprawia mi błędy w tekście). I muszę to w końcu przyznać: blog był dobrym pomysłem. Taki cichy pamiętnik w internecie, którego czyta hmm, garstka osób. Najpiękniejsze jest w tym, że nikomu o nim nie powiedziałam. Żaden klasowy hejter czy moja siostra nie mają o nim pojęcia i nie mogą czytać tych moich głupot.

Wygląda na to, że zaczęłam prowadzić terapię z samą sobą. Chyba nie ma na to recepty.

Ciekawostka (bo przecież muszę na coś się przydać): pierwsze Igrzyska Olimpijskie odbyły się w 776 roku p.n.e. w Olimpii. To tak odnośnie moich notatek ze starożytnej Grecji. Jedna data mniej :)

wtorek, 4 marca 2014

Po raz kolejny

Jestem introwertykiem.
Po raz kolejny wracam i znowu tylko chwilowo. Może dlatego, że niełatwo mi ostatnio uporządkować myśli.

Coraz częściej zastanawiam się nad swoją przyszłością. I powiem wam szczerze, nie widzę dla siebie takowej. Myślę, myślę i nie umiem już wyrzucić tych okropnych myśli z głowy. Przecież przede mną jeszcze całe życie, a właśnie zależy ono od kilku decyzji. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja nie mogę przestać! I chociaż powinnam się skupić i dzielnie kuć do głowy kolejne definicje z fizyki (czy tylko ja nie darzę jej za miłą opinią?). Wracając do tematu: jestem w III klasie gimnazjum czyli klasie ,,pierwszych wielkich wyborów". Trzeba wybrać drogę naszej dalszej edukacji. Liceum muzyczne, liceum językowe, ogólnokształcące, technikum elektryczne, gastronomiczne. I nawet jeśli komuś uda się dokonać, i tak już trudnego wyboru to pojawia się kolejna selekcja: profil klasy, zajęcia pozalekcyjne, wybór przedmiotów rozszerzonych. Nie chcę już mówić tu o wyborze miasta, chociaż to dla niektórych też duży problem. Jak już mówiłam: to czysta selekcja. I nie chodzi mi tu o teorie Darwina czy inne spekulacje. Wybierając jeden profil klasy, muszę z czegoś zrezygnować. Załóżmy, że jestem utalentowana w ogromnym przedmiocie jakim jest historia. Problem pojawia się już na początku, bo historia jest połączona z klasą z językiem niemieckim. A ja nie chcę mieć z nim nic wspólnego! Dokładnie to samo dzieje się w przedmiotach przyrodniczych. I gdyby gdybać, to o wiele łatwiej byłoby wybierać przedmioty, które chcemy rozszerzać. Ale wybierać bez nachalnej pomocy dyrekcji czy ministerstwa. Ale chyba nie wyglądam jak minister Edukacji. Mamy już pierwszy problem, a właściwie drugi, bo poprzednim był wybór szkoły. Dalej jest to profil czy rozszerzenia klasy.
Czytając to, nie macie wrażenia, że o czymś zapomniałam? Nawet jeśli nie, to powiem wam szczerze: zapomniałam o najważniejszym. I chyba zrobiłam to podświadomie, bo chciałabym wyprzeć to z mojej głowy. EGZAMINY GIMNAZJALNE. Och, jak trudno było mi to napisać. Są już od kilkunastu lat i mimo, że przeżyło je już tysiące gimnazjalistów to nadal uważam, że umrę tam ze stresu. Pierwszy problem: stres. Nieważne ile bym się uczyła (co jest nisko prawdopodobne), nieważne ile powtarzałabym materiał, to i tak połowę z tego pożre właśnie on. Szesnastolatek nie jest w stanie podejść do tych egzaminów zupełnie na luzie. Każdy odczuwa nad sobą kij. Którym jest dalsza edukacja. Następny problem? Niestety tak. Macie czasem złe dni? Kiedy jesteście roztargnieni, nie myślicie trzeźwo, a jedyną osobą, z którą rozmawiacie to zwierzątko domowe? Ja mam to zbyt często, ale badania nie wykazały anomalii. I biorąc pod uwagę częstotliwość takich wrednych dni, to na pewno wypadną one akurat w dzień testu gimnazjalnego. Mówię wam, na 100%. Skupienie się na napisaniu tych egzaminów będzie graniczyło z cudem. A dodając do tego, że mogę przeziębić się akurat wtedy i z gorączką obliczać boki trójkąta kompletnie się zdołowałam.
I na koniec powiem wam coś, co mi nie daję spokoju: od tego zależy całe wasze życie. Tak, jestem mistrzem mówienia wszystkiego dosadnie. Ale spójrzcie w przyszłość: dobry wynik egzaminu - dobry wybór szkoły ponadgimnazjalnej - dobrze zdana matura - wymarzone studia - satysfakcjonująca nas praca. Masochistycznie wbiło mi się to do głowy. I powiem wam, że myśl, że przez jeden egzamin mogę zniszczyć sobie życie wcale nie pomaga mi w tych wszystkich wyborach.

Więc, jeśli jesteś gimnazjalistą, albo niedługo wyrośniesz z tego przydomka, radzę ci wziąć się w garść i pracować przez cały czas. I nie dlatego, że później ciężko będzie ci nadrobić wszystkie tematy. Dlatego, że za kilka lat obudzisz się kompletnie zdołowany i nie będziesz mógł spojrzeć w lustro bez wyrzutów sumienia. ,,Bo nie dałeś z siebie wszystkiego"

Dziękuję za wytrwałość, a oto nagroda:

Nieziemska piosenka, nieziemski klimat, nieziemski wokalista i co najbardziej nieziemskie: Islandia. 
Tylko proszę, nie pokazujcie tego utworu nikomu. Nie chcę, żeby rzucili się na niego źli ludzie.