niedziela, 13 kwietnia 2014

Coś się kończy

Jestem introwertykiem.
Zostało mi dwa i pół miesiąca gimbusiarstwa. I wiecie czego najbardziej żałuję? Tego, że zawsze miałam w głowie jakiś hamulec. Wstydziłam się tego jak wyglądam i przez to unikałam klasowych spotkań, ciągle oglądałam się na innych, nie chciałam poznać bliżej osób wokół mnie. I właśnie to boli mnie najbardziej. Że przez tyle dni siedziałam w ławce z kimś kogo nie chciałam poznać. A teraz, gdy zostało tak niewiele czasu, marzę, żeby gimnazjum trwało jeszcze kilka lat. W tym roku zaczęłam zwracać uwagę na detale: że mój kolega z chemii kocha mangę i anime, że brunetka siedząca za mną lubi tą samą muzykę, że najprzystojniejszy chłopak w klasie ma w portfelu zdjęcie kota, że trzy ławki przede mną siedzą zapalone fanki Gry o Tron, że kilka metrów dzieli mnie od najpiękniejszego męskiego uśmiechu i że jest wśród nas ateista.
Wytworzyła się między nami wszystkimi coś na wzór pokrewieństwa. Jakbyśmy czuli się rodzeństwem, dość niepodobnym fizycznie, ale takim, które oddałoby za siebie kilka piątek z biologii. Kocham ich wszystkich na swój sposób, każdego z osobna. I pomyśleć, że za dwa i pół miesiąca, ta magiczna nitka, łącząca nas w jedność, zerwie się razem z zakończeniem roku. Ruszymy w swoją stronę i nie będziemy oglądać się na gimnazjalne przyjaźnie. Zapomnimy o wszystkich pięknych chwilach i tym, o czym tak właściwie były nasze rozmowy. Umkną mi te wszystkie detale i nawet nie zdołam przypomnieć sobie jak wyglądał ten kot z portfela. Żałuję, że nie poznałam ich wszystkich lepiej. Że przeminą tak, jak przemijają dni.

sobota, 5 kwietnia 2014

Niekonwencjonalnie

Jestem introwertykiem.
Tytuł posta wyszedł tak po prostu, spod palców. Nie ma nic wspólnego z dzisiejszą tematyką. Bo dzisiaj znowu dopadł mnie dół, z którego łatwo nie jest się wygrzebać. Właściwie piszę tutaj tylko wtedy, kiedy nie czuję się za dobrze, więc jestem bardzo przewidywalna. No, ale cóż...
Spojrzałam w lustro i uświadomiłam sobie, ile jest we mnie niedoskonałości. Niekoniecznie w wyglądzie, bo to uważam tylko za ,,bardziej oryginalne" fragmenty. Mam tyle wad i tyle rzeczy robię źle. Codziennie coraz bardziej brzydzę się sobą. Tak naprawdę jestem beznadziejna. Ranię ludzi i pozwalam, żeby działo się to w każdej minucie mojego życia. Nawet pisząc to, w myślach obgaduje pół miasta. Nie lubię takich dni, ale zdałam sobie sprawę, jak wiele jest we mnie zła.
Piszę bez sensu. Ostatnio do powiedzenia mam tylko tyle:
Zauroczyła mnie ta piosenka. Przede wszystkim delikatnością muzyczną, ale i trafionym tekstem. W samo sedno.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Patetycznie

Jestem introwertykiem.
Dopadło mnie. Siłą zaciągnęło przed swoje oblicze i zamknęło drzwi ewakuacyjne, zostawiając mnie na swoją pastwę. Pozwoliło, żebym zaczęła się uśmiechać, ale tylko przelotnie przez smutek. Jakby znęcało się nad niewolnikiem pozwalając mu czasem ujrzeć wschód słońca z przyjacielem. Dawało chwilę radości, ale i zabierało szczęście chwilę później. Zdążyłam już to znienawidzić tak mocno, że zdolna jestem z niego zrezygnować. Poczułam dzisiaj coś niewyobrażalnie pięknego. Boję się, że zapomnę ten smak już jutro rano, albo przerodzi się to w swego rodzaju obsesje. Boję się, że zniszczę to jeszcze w zarodku, a czuję się tak dobrze, że nie podarowałabym sobie czegoś takiego. Zdarza mi się to pierwszy raz i nie za bardzo wiem jak powinnam się zachowywać. Raczej piszę tu o wszystkim, więc powiem o co mi chodzi: chyba poczułam coś na wzór zakochania i wcale nie jestem z tego zadowolona.