Jestem introwertykiem.
Jest mi o wiele lepiej. Nie czuję się już w milionach odłamków, a moje myśli owszem, krążą ciągle wśród nauki i dalszych planów, ale jest to raczej coś na kształt motywacji. Od rana nie włączałam telewizora, a komputer służy mi do pisania tego i słuchania muzyki. Nie jestem nawet na filmwebie, na którym potrafię spędzić kilka godzin. Siedzę sobie i robię notatki ze starożytnej Grecji. Niby powtórzenie do egzaminu, ale sądząc, że jestem na czasach przed naszą erą, to powtórka skończy się gdzieś przy chrzcie Polski. Ale nie mogę narzekać. Lepsze to niż kolejny odcinek Zbuntowanego Anioła (tak, naprawdę to oglądam). Sama się dziwię, że jestem taka zmotywowana.
Wyszło na to, że zamiast blogować raz na rok o jakimś filmie, zespole, o tym co zjadłam wczoraj na kolację (nawet nie mam w planie takiego posiłku) zaczęłam pisać tu o swojej zagmatwanej osobowości. Jeśli czytał ktoś z was poprzedniego posta to wie o czym mówię. Czuję się lżejsza o kilka kilogramów, czego niestety nie widać na wadzę. Chyba stałam się swoim własnym terapeutą, a może blogger ma jakieś nadprzyrodzone moce (wysoce prawdopodobne, bo czasem poprawia mi błędy w tekście). I muszę to w końcu przyznać: blog był dobrym pomysłem. Taki cichy pamiętnik w internecie, którego czyta hmm, garstka osób. Najpiękniejsze jest w tym, że nikomu o nim nie powiedziałam. Żaden klasowy hejter czy moja siostra nie mają o nim pojęcia i nie mogą czytać tych moich głupot.
Wygląda na to, że zaczęłam prowadzić terapię z samą sobą. Chyba nie ma na to recepty.
Ciekawostka (bo przecież muszę na coś się przydać): pierwsze Igrzyska Olimpijskie odbyły się w 776 roku p.n.e. w Olimpii. To tak odnośnie moich notatek ze starożytnej Grecji. Jedna data mniej :)
środa, 5 marca 2014
wtorek, 4 marca 2014
Po raz kolejny
Jestem introwertykiem.
Po raz kolejny wracam i znowu tylko chwilowo. Może dlatego, że niełatwo mi ostatnio uporządkować myśli.
Coraz częściej zastanawiam się nad swoją przyszłością. I powiem wam szczerze, nie widzę dla siebie takowej. Myślę, myślę i nie umiem już wyrzucić tych okropnych myśli z głowy. Przecież przede mną jeszcze całe życie, a właśnie zależy ono od kilku decyzji. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja nie mogę przestać! I chociaż powinnam się skupić i dzielnie kuć do głowy kolejne definicje z fizyki (czy tylko ja nie darzę jej za miłą opinią?). Wracając do tematu: jestem w III klasie gimnazjum czyli klasie ,,pierwszych wielkich wyborów". Trzeba wybrać drogę naszej dalszej edukacji. Liceum muzyczne, liceum językowe, ogólnokształcące, technikum elektryczne, gastronomiczne. I nawet jeśli komuś uda się dokonać, i tak już trudnego wyboru to pojawia się kolejna selekcja: profil klasy, zajęcia pozalekcyjne, wybór przedmiotów rozszerzonych. Nie chcę już mówić tu o wyborze miasta, chociaż to dla niektórych też duży problem. Jak już mówiłam: to czysta selekcja. I nie chodzi mi tu o teorie Darwina czy inne spekulacje. Wybierając jeden profil klasy, muszę z czegoś zrezygnować. Załóżmy, że jestem utalentowana w ogromnym przedmiocie jakim jest historia. Problem pojawia się już na początku, bo historia jest połączona z klasą z językiem niemieckim. A ja nie chcę mieć z nim nic wspólnego! Dokładnie to samo dzieje się w przedmiotach przyrodniczych. I gdyby gdybać, to o wiele łatwiej byłoby wybierać przedmioty, które chcemy rozszerzać. Ale wybierać bez nachalnej pomocy dyrekcji czy ministerstwa. Ale chyba nie wyglądam jak minister Edukacji. Mamy już pierwszy problem, a właściwie drugi, bo poprzednim był wybór szkoły. Dalej jest to profil czy rozszerzenia klasy.
Czytając to, nie macie wrażenia, że o czymś zapomniałam? Nawet jeśli nie, to powiem wam szczerze: zapomniałam o najważniejszym. I chyba zrobiłam to podświadomie, bo chciałabym wyprzeć to z mojej głowy. EGZAMINY GIMNAZJALNE. Och, jak trudno było mi to napisać. Są już od kilkunastu lat i mimo, że przeżyło je już tysiące gimnazjalistów to nadal uważam, że umrę tam ze stresu. Pierwszy problem: stres. Nieważne ile bym się uczyła (co jest nisko prawdopodobne), nieważne ile powtarzałabym materiał, to i tak połowę z tego pożre właśnie on. Szesnastolatek nie jest w stanie podejść do tych egzaminów zupełnie na luzie. Każdy odczuwa nad sobą kij. Którym jest dalsza edukacja. Następny problem? Niestety tak. Macie czasem złe dni? Kiedy jesteście roztargnieni, nie myślicie trzeźwo, a jedyną osobą, z którą rozmawiacie to zwierzątko domowe? Ja mam to zbyt często, ale badania nie wykazały anomalii. I biorąc pod uwagę częstotliwość takich wrednych dni, to na pewno wypadną one akurat w dzień testu gimnazjalnego. Mówię wam, na 100%. Skupienie się na napisaniu tych egzaminów będzie graniczyło z cudem. A dodając do tego, że mogę przeziębić się akurat wtedy i z gorączką obliczać boki trójkąta kompletnie się zdołowałam.
I na koniec powiem wam coś, co mi nie daję spokoju: od tego zależy całe wasze życie. Tak, jestem mistrzem mówienia wszystkiego dosadnie. Ale spójrzcie w przyszłość: dobry wynik egzaminu - dobry wybór szkoły ponadgimnazjalnej - dobrze zdana matura - wymarzone studia - satysfakcjonująca nas praca. Masochistycznie wbiło mi się to do głowy. I powiem wam, że myśl, że przez jeden egzamin mogę zniszczyć sobie życie wcale nie pomaga mi w tych wszystkich wyborach.
Więc, jeśli jesteś gimnazjalistą, albo niedługo wyrośniesz z tego przydomka, radzę ci wziąć się w garść i pracować przez cały czas. I nie dlatego, że później ciężko będzie ci nadrobić wszystkie tematy. Dlatego, że za kilka lat obudzisz się kompletnie zdołowany i nie będziesz mógł spojrzeć w lustro bez wyrzutów sumienia. ,,Bo nie dałeś z siebie wszystkiego"
Dziękuję za wytrwałość, a oto nagroda:
Po raz kolejny wracam i znowu tylko chwilowo. Może dlatego, że niełatwo mi ostatnio uporządkować myśli.
Coraz częściej zastanawiam się nad swoją przyszłością. I powiem wam szczerze, nie widzę dla siebie takowej. Myślę, myślę i nie umiem już wyrzucić tych okropnych myśli z głowy. Przecież przede mną jeszcze całe życie, a właśnie zależy ono od kilku decyzji. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja nie mogę przestać! I chociaż powinnam się skupić i dzielnie kuć do głowy kolejne definicje z fizyki (czy tylko ja nie darzę jej za miłą opinią?). Wracając do tematu: jestem w III klasie gimnazjum czyli klasie ,,pierwszych wielkich wyborów". Trzeba wybrać drogę naszej dalszej edukacji. Liceum muzyczne, liceum językowe, ogólnokształcące, technikum elektryczne, gastronomiczne. I nawet jeśli komuś uda się dokonać, i tak już trudnego wyboru to pojawia się kolejna selekcja: profil klasy, zajęcia pozalekcyjne, wybór przedmiotów rozszerzonych. Nie chcę już mówić tu o wyborze miasta, chociaż to dla niektórych też duży problem. Jak już mówiłam: to czysta selekcja. I nie chodzi mi tu o teorie Darwina czy inne spekulacje. Wybierając jeden profil klasy, muszę z czegoś zrezygnować. Załóżmy, że jestem utalentowana w ogromnym przedmiocie jakim jest historia. Problem pojawia się już na początku, bo historia jest połączona z klasą z językiem niemieckim. A ja nie chcę mieć z nim nic wspólnego! Dokładnie to samo dzieje się w przedmiotach przyrodniczych. I gdyby gdybać, to o wiele łatwiej byłoby wybierać przedmioty, które chcemy rozszerzać. Ale wybierać bez nachalnej pomocy dyrekcji czy ministerstwa. Ale chyba nie wyglądam jak minister Edukacji. Mamy już pierwszy problem, a właściwie drugi, bo poprzednim był wybór szkoły. Dalej jest to profil czy rozszerzenia klasy.
Czytając to, nie macie wrażenia, że o czymś zapomniałam? Nawet jeśli nie, to powiem wam szczerze: zapomniałam o najważniejszym. I chyba zrobiłam to podświadomie, bo chciałabym wyprzeć to z mojej głowy. EGZAMINY GIMNAZJALNE. Och, jak trudno było mi to napisać. Są już od kilkunastu lat i mimo, że przeżyło je już tysiące gimnazjalistów to nadal uważam, że umrę tam ze stresu. Pierwszy problem: stres. Nieważne ile bym się uczyła (co jest nisko prawdopodobne), nieważne ile powtarzałabym materiał, to i tak połowę z tego pożre właśnie on. Szesnastolatek nie jest w stanie podejść do tych egzaminów zupełnie na luzie. Każdy odczuwa nad sobą kij. Którym jest dalsza edukacja. Następny problem? Niestety tak. Macie czasem złe dni? Kiedy jesteście roztargnieni, nie myślicie trzeźwo, a jedyną osobą, z którą rozmawiacie to zwierzątko domowe? Ja mam to zbyt często, ale badania nie wykazały anomalii. I biorąc pod uwagę częstotliwość takich wrednych dni, to na pewno wypadną one akurat w dzień testu gimnazjalnego. Mówię wam, na 100%. Skupienie się na napisaniu tych egzaminów będzie graniczyło z cudem. A dodając do tego, że mogę przeziębić się akurat wtedy i z gorączką obliczać boki trójkąta kompletnie się zdołowałam.
I na koniec powiem wam coś, co mi nie daję spokoju: od tego zależy całe wasze życie. Tak, jestem mistrzem mówienia wszystkiego dosadnie. Ale spójrzcie w przyszłość: dobry wynik egzaminu - dobry wybór szkoły ponadgimnazjalnej - dobrze zdana matura - wymarzone studia - satysfakcjonująca nas praca. Masochistycznie wbiło mi się to do głowy. I powiem wam, że myśl, że przez jeden egzamin mogę zniszczyć sobie życie wcale nie pomaga mi w tych wszystkich wyborach.
Więc, jeśli jesteś gimnazjalistą, albo niedługo wyrośniesz z tego przydomka, radzę ci wziąć się w garść i pracować przez cały czas. I nie dlatego, że później ciężko będzie ci nadrobić wszystkie tematy. Dlatego, że za kilka lat obudzisz się kompletnie zdołowany i nie będziesz mógł spojrzeć w lustro bez wyrzutów sumienia. ,,Bo nie dałeś z siebie wszystkiego"
Dziękuję za wytrwałość, a oto nagroda:
Nieziemska piosenka, nieziemski klimat, nieziemski wokalista i co najbardziej nieziemskie: Islandia.
Tylko proszę, nie pokazujcie tego utworu nikomu. Nie chcę, żeby rzucili się na niego źli ludzie.
sobota, 15 lutego 2014
Powinnam
Jestem introwertykiem.
Dziwny tytuł posta, prawda? A jednak nie jest on przypadkowy, bo już dawno ,,powinnam" dać swoim słowom upust. Coraz częściej nie mogę poradzić sobie z własną sobą. Może kiedyś dojrzeję, aby napisać o tym tutaj.
4 złota na Igrzyskach Olimpijskich! To chyba najlepsza wiadomość od kilku tygodni. Uwielbiam sport. To tak jakby moja hipokryzja, bo wyglądem odbiegam od sportsmenki (?). Ale klimat kibicowania, biało - czerwonych flag na trybunach czy dźwięk Mazurka Dąbrowskiego jest niesamowity. Znów cały dzień spędziłam przed telewizorem i nawet tego nie żałuję ;)
Ostatnio nie mam na nic siły. Powoli dociera do mnie, że całe moje życie zależy od kilku decyzji w najbliższym miesiącu. Bardzo się boję i nie mam na razie oparcia w nikim.
Dziwny tytuł posta, prawda? A jednak nie jest on przypadkowy, bo już dawno ,,powinnam" dać swoim słowom upust. Coraz częściej nie mogę poradzić sobie z własną sobą. Może kiedyś dojrzeję, aby napisać o tym tutaj.
4 złota na Igrzyskach Olimpijskich! To chyba najlepsza wiadomość od kilku tygodni. Uwielbiam sport. To tak jakby moja hipokryzja, bo wyglądem odbiegam od sportsmenki (?). Ale klimat kibicowania, biało - czerwonych flag na trybunach czy dźwięk Mazurka Dąbrowskiego jest niesamowity. Znów cały dzień spędziłam przed telewizorem i nawet tego nie żałuję ;)
Ostatnio nie mam na nic siły. Powoli dociera do mnie, że całe moje życie zależy od kilku decyzji w najbliższym miesiącu. Bardzo się boję i nie mam na razie oparcia w nikim.
sobota, 8 lutego 2014
Szczęście
Zamknij oczy i wyobraź sobie jedną rzecz, która sprawia ci największą przyjemność. Coś, przy czym czujesz się spełniony, uśmiechnięty, radosny - twój równik, który pozwala uporządkować wszystkie pędzące dookoła sprawy. Miejsce, przedmiot, a nawet osoba - nada się wszystko co sprawia, że jesteś szczęśliwy. Zadanie bardzo proste. Co zobaczyłam ja? Siebie, trzymającą w ręką jedyną rzecz, która ze mną wytrzymuje: altówkę. Wiecie jak wtedy się czuję? Jakbym była na ziemi tylko ciałem. Z każdą przeczytaną nutą, jestem coraz dalej: w swoim świecie. Odpływam myślami i czuję się taka... poukładana. Dziwne słowo, ale chyba najlepiej oddaje sytuacje. Czuję, że wszystkie moje kawałki, każdy mięsień, staw czy tkanka są na swoim, właściwym miejscu. Gdy gram wszystko wydaje się o wiele prostsze. Nie tylko moje kawałki są na swoim miejscu, czasami układają się też kawałki świata. Moja mama zobaczyłaby pewnie nasz dom, bo tak uwielbia wszystkie jego zakamarki, psa i nas: wszystkich razem. Zupełnie nie wiem, co wyobraziłaby sobie moja siostra: ma zbyt skomplikowany umysł. Czasem nie mogę za nią nadążyć, bo w gonitwie spraw rzadko widzę ją szczęśliwą. Myślę jednak, że byłaby to nauka. Tak po prostu. Tata nie jest wylewny jeśli chodzi o uczucia. Pomyślałby pewnie o rodzinie, którą udało mu się założyć: pełnej ciepła, ale takiego przelotnego. Wszyscy jesteśmy tak zabiegani...
Całą sobotę przeleżałam przed Igrzyskami. Chyba potrzebowałam takiego lenistwa. Przeczuwam odrabianie prac domowych w niedzielny wieczór -,-
Całą sobotę przeleżałam przed Igrzyskami. Chyba potrzebowałam takiego lenistwa. Przeczuwam odrabianie prac domowych w niedzielny wieczór -,-
czwartek, 30 stycznia 2014
Na szybko
Jestem introwertykiem.
Jakoże dzisiaj zdałam sobie sprawę, że ferie skończą się za 3 dni, postanowiłam wykorzystać je na 100%. Mam jednak wrażenie, że dla was oznacza to co innego niż dla mnie. Nocowanie z koleżankami? Pójście na imprezę do ,,popularniejszych" chłopaków? Nie! Lista na dziś dość krótka, ale tyle zdążę zrobić, bo wstałam dopiero o 13:00.
1. Obejrzeć II część Hobbita
2. Przesłuchać całej płyty alt-J
3. Obejrzeć 5. sezon ,,Mad Men'a"
Wiecie jak teraz wyglądam? Śmieje się od ucha do ucha na samą myśl o popołudniu z komputerem. Praca domowa musi poczekać, myślę, że do niedzieli xD
Nie chciałam dzisiaj pisać o moim planie dnia, choć jest bardzo ciekawy. Wpadłam tu tylko po to, aby poczęstować was cząstką mnie czyli muzyką. Łapcie link, a za kilka dni spodziewajcie się długiego posta na ciekawy temat. Już zabieram się do pracy ;)
Jakoże dzisiaj zdałam sobie sprawę, że ferie skończą się za 3 dni, postanowiłam wykorzystać je na 100%. Mam jednak wrażenie, że dla was oznacza to co innego niż dla mnie. Nocowanie z koleżankami? Pójście na imprezę do ,,popularniejszych" chłopaków? Nie! Lista na dziś dość krótka, ale tyle zdążę zrobić, bo wstałam dopiero o 13:00.
1. Obejrzeć II część Hobbita
2. Przesłuchać całej płyty alt-J
3. Obejrzeć 5. sezon ,,Mad Men'a"
Wiecie jak teraz wyglądam? Śmieje się od ucha do ucha na samą myśl o popołudniu z komputerem. Praca domowa musi poczekać, myślę, że do niedzieli xD
Nie chciałam dzisiaj pisać o moim planie dnia, choć jest bardzo ciekawy. Wpadłam tu tylko po to, aby poczęstować was cząstką mnie czyli muzyką. Łapcie link, a za kilka dni spodziewajcie się długiego posta na ciekawy temat. Już zabieram się do pracy ;)
środa, 29 stycznia 2014
Pierwszy raz
Jestem introwertykiem.
Chociaż właściwie nie powinnam tak zaczynać. Wypadałoby najpierw powiedzieć ,,cześć" albo pokazać wam jakąś emotkę. Wolałam jednak mieć to za sobą, a przede wszystkim od razu uprzedzić o możliwych trudnościach w czytaniu tego bloga. Wiecie co to introwertyzm? Bo przecież nie zamykam się w domu na cztery spusty i nie uciekam z płaczem widząc nieznajomego na ulicy. Wszystko idzie ku nowemu, tak samo ta przypadłość. Nie lubię tłumów, ani być w centrum uwagi. Najlepiej całe dnie spędzałabym w domu, nie musząc spotykać ludzi. Włączałabym moją ulubioną playlistę i siedziała pod ochroną czterech ścian. Mam kilku dobrych znajomych, można ich nazwać nawet przyjaciółmi. Bo przecież nie o to chodzi, że nie odzywam się do nikogo: muszę się do kogoś przyzwyczaić, a ktoś musi zaakceptować moje fobie i słabości. Lubię mieć przy sobie kogoś zaufanego. Całe wakacje, weekendy czy ferie spędzam w domu: pisząc felietony, słuchając muzyki, czytając książki, oglądając seriale czyli po prostu robię to, co sprawia mi przyjemność. Moje koleżanki często wyciągają mnie na miasto, kręgle czy do jakiegoś fast fooda. Chyba nigdy nie zrozumieją, że tego nie lubię. Chcę, aby ten blog był jakiegoś rodzaju przekazem i pokazaniem jak można żyć bez imprez i facebookowych związków. A przede wszystkim, muszę gdzieś się wygadać, bo zaraz pęknie mi głowa.
Chociaż właściwie nie powinnam tak zaczynać. Wypadałoby najpierw powiedzieć ,,cześć" albo pokazać wam jakąś emotkę. Wolałam jednak mieć to za sobą, a przede wszystkim od razu uprzedzić o możliwych trudnościach w czytaniu tego bloga. Wiecie co to introwertyzm? Bo przecież nie zamykam się w domu na cztery spusty i nie uciekam z płaczem widząc nieznajomego na ulicy. Wszystko idzie ku nowemu, tak samo ta przypadłość. Nie lubię tłumów, ani być w centrum uwagi. Najlepiej całe dnie spędzałabym w domu, nie musząc spotykać ludzi. Włączałabym moją ulubioną playlistę i siedziała pod ochroną czterech ścian. Mam kilku dobrych znajomych, można ich nazwać nawet przyjaciółmi. Bo przecież nie o to chodzi, że nie odzywam się do nikogo: muszę się do kogoś przyzwyczaić, a ktoś musi zaakceptować moje fobie i słabości. Lubię mieć przy sobie kogoś zaufanego. Całe wakacje, weekendy czy ferie spędzam w domu: pisząc felietony, słuchając muzyki, czytając książki, oglądając seriale czyli po prostu robię to, co sprawia mi przyjemność. Moje koleżanki często wyciągają mnie na miasto, kręgle czy do jakiegoś fast fooda. Chyba nigdy nie zrozumieją, że tego nie lubię. Chcę, aby ten blog był jakiegoś rodzaju przekazem i pokazaniem jak można żyć bez imprez i facebookowych związków. A przede wszystkim, muszę gdzieś się wygadać, bo zaraz pęknie mi głowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)